# Manager, Prezentacja

5 popularnych słów, których użycie zaszkodzi Twojemu biznesowi

Są w języku polskim dwa zdania, które gdy padają, szlag mnie trafia. „To tylko słowa” i „Tak mi tylko się powiedziało”. Czyżby? Tak się składa, że słowa mają wielką moc, i to nie sprane hasło belfra od polskiego, ale faceta, który zęby zjadł na warsztatach z komunikacji dla biznesu. Nawet pozornie niewinne małe słowa, jak partykuły czy pytania, źle użyte, potrafią bardzo zaszkodzić. Sprawdźcie, które pięć słów radzę wykreślić ze słownika, a gwarantuję – zaczniecie mówić z większym sensem i łatwiej osiągać cele.

1. DLACZEGO

Pytając kogoś o przyczyny, zawsze odnosimy się do przeszłości, zamiast skupiać się na celach i przyszłości, na które ukierunkowane jest znacznie lepsze pytanie „Po co?”. „Dlaczego” to najlepszy w języku polskim generator wątpliwości, a jednocześnie słowo, które wpędza w poczucie winy. „Dlaczego to zrobiłeś?”, pytają rodzice niesforne dziecko i liczą na solidne wytłumaczenie. Pytając w służbowych relacjach „dlaczego” stawiacie rozmówcę w pozycji osoby winnej, petenta, który musi obronić swoje racje. W praktyce nie prowadzi to do niczego konstruktywnego, poza babraniem się w przyczynach zaistniałej sytuacji. Mało tego, na pytajne „dlaczego” wyszczekany młody człowiek odpowie rodzicom „Bo tak” albo „Bo nie” i to już całkowicie zamyka pole do porozumienia. Z nadużywania „dlaczego” biorą się także znienawidzone przeze mnie spotkania służbowe skoncentrowane na przyczynach, a nie na celach. Pisałem o tym w artykule na temat efektywnych spotkań. „Spotykajmy się. Dlaczego? Bo jest problem.” I rozprawiamy o nim półtorej godziny, nie ustalając nawet, po co tak naprawdę jest to spotkanie. Brzmi znajomo?

2. SPRÓBUJĘ

Gdy słyszę, że ktoś spróbuje coś zrobić, mam graniczące w pewnością przekonanie, że nie zrobi tego wcale. Bo albo nie umie, albo nie ma kiedy, albo mu się nie chce. Próbowanie ma w sobie bowiem prawdopodobieństwo przewidywanej porażki, a rozmówca używający tego słowa, próbuje (nomen omen), się przed porażką zabezpieczyć. Wyobraźmy sobie sytuację, w której lider mówi do zespołu: „Spróbujmy zrealizować te założenia”. Nie dość, że zdradził nam, iż sam w to nie wierzy i zdemotywował pracowników, to jeszcze dał ciche przyzwolenie do niepowodzenia. „Próbowaliśmy, nie wyszło, trudno, nic się nie stanie”. Co więc zrobić, gdy stoimy przed nowym, lub niepewnym, a chcemy stworzyć przekaz wiarygodny, profesjonalny i budzący zaufanie? Sprawdzajmy zamiast próbować. „Sprawdźmy, co możemy zrobić”. W tym zdaniu kryje się aktywność, działanie i chęć do pracy.

3. ALE

Powszechnie jest używane i uznawane za kasownik tego, co przed nim stoi. Tymczasem nie oznacza jedynie negacji. „Ale” podważa sens wypowiedzi i autorytet mówiącego. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie zdań. „Rozumiem pana, ale mam inne zdanie” lub „Zgadzam się z panią, ale…” znaczy, że nie dość, że pana nie rozumiem a z panią się nie zgadzam, to jeszcze uważam państwa opinię za idiotyczną. „Ale” deprecjonuje naszego rozmówcę. I jest niepokojąco powszechne. Jego popularność wynika z polskiej niechęci do mówienia komplementów i chwalenia innych, żeby przypadkiem delikwentowi sodowa do głowy nie uderzyła. Już od najmłodszych lat słyszymy: „Wspaniałe masz to świadectwo, ale mógłbyś jeszcze, tak jak do nauki, przykładać się do sprzątania”. Cały rok nad książkami pozbawiony sensu jedną niewinną partykułą. Co powinien powiedzieć sprawiedliwy i dalekowzroczny rodzic czy szef zamiast „ale”? Dwa oddzielne zdania. Albo użyć „I”! Ten prosty spójnik, postawiony w miejscu „ale” nie tylko sprzyja porozumieniu, ale (tu użyte w sposób właściwy) jeszcze wzmacnia pierwszą część zdania. „Rozumiem panią i mogę zaproponować rozwiązanie, które wydaje mi się najkorzystniejsze”. Chce się kontynuować rozmowę, prawda?

4. NIE

„Nie” stawiane przed czasownikami jest przez nasze umysły ignorowane. W pierwszej chwili mózg w ogóle „nie” nie widzi i łatwo o nieporozumienia. Tymczasem słowo „nie”, zrobiło w organizacjach oszałamiającą karierę, jest używane przez wszystkich i w każdej sytuacji, jako narzędzie źle rozumianej asertywności. Bo zamiast sztuki odmawiania, powinniśmy opanować sztukę komunikacji, argumentowania, przekonywania do swoich racji. W przeciwnym razie grozi nam zalew zdań z „nie” w roli głównej, co skutkuje brakiem współpracy, rozmyciem odpowiedzialności i spadkiem motywacji. Zamiast mówić, że czegoś się nie może/nie chce/nie potrafi, należałoby powiedzieć, co możemy/chcemy/potrafimy. Przykład? Proszę bardzo. Ktoś prosi Was o wykonanie pracy, która wykracza poza Wasze kompetencje. Zamiast: „Nie mogę ci pomóc, bo to nie ja się tym zajmuję”, powiedzmy: „Mogę dać ci telefon do Iksińskiej, bo to jej działka”.

5. ZDROBNIENIA

Zastanawialiście się kiedyś, skąd się biorą kredyciki, ofertki, pieniążki, fakturki i inne durne zdrobnienia, nagminnie wręcz używane w różnych branżach. Działa tu mechanizm upraszczania. Coś, co uważamy, za trudne i poważne, nazywamy zdrobniałą formą, by pozornie łatwiej było sobie z tym poradzić. Tymczasem, zamiast złagodzenia przekazu, efektem takiej retoryki jest jego infantylizacja. Słuchacz czuje, że robią z niego głupa i reaguje w jedyny słuszny sposób – wkurza się. Wie, że jest manipulowany. Na odległość węszy, że ktoś próbuje uśpić jego czujność. Ponadto w wielu organizacjach spotkałem się ze zjawiskiem zdrabniania nazw, nazwisk czy stanowisk, dla żartu i rozładowania atmosfery. Tyle że potem – nieświadomie i automatycznie – te sformułowania padały na rozmowie z ważnym klientem. Zasada jest więc prosta – nie zdrabniamy. Nigdy. Kropka. W relacjach z dziećmi też tego nie róbmy, to normalni ludzie, tylko trochę młodsi i to od nas uczą się właśnie komunikacji.

Słowa, nawet najmniejsze, oddziałują na innych i na rzeczywistość. Są narzędziem mojej i Waszej pracy. Warto więc używać ich z rozwagą i powagą. Zachęcam też do komentowania tego wpisu. Ciekaw jestem, jakie słowa Was wyprowadzają z równowagi.